MOJA DROGA DO DZIKIEJ STRONY MIASTA

Podobno kiedy się urodziłam, mój ojciec zobaczył w oddali wielkiego jelenia o niezwykle okazałym porożu. Tak przynajmniej opowiada mi mama. Nie wiem, co jeleń myślał o całej sytuacji, ale żywy świat od początku był bardzo blisko mojego życia.
Urodziłam się i wychowałam w niewielkiej wsi w górach, pomiędzy Beskidem Śląskim i Żywieckim. Jako dziecko chodziłam po okolicznych górach najpierw z ojcem, a później sama. Bardzo lubiłam te wędrówki i z czasem zapuszczałam się coraz dalej. Dzisiaj mieszkam w mieście. I właśnie gdzieś pomiędzy tamtymi górami a miejskimi nieużytkami zaczęła powstawać Dzika Strona Miasta — Szkoła Relacji z Naturą.

OD BESKIDÓW DO DZIKIEJ STRONY MIASTA

Obok chodzenia po górach od dziecka bardzo dużo czytałam. Jedną z moich fascynacji była seria o Winnetou i Old Shatterhandzie. Dzisiaj wiem, jak daleki od rzeczywistych kultur rdzennych mieszkańców Wyspy Żółwia był świat przedstawiony w tych książkach, ale właśnie od nich zaczęła się moja dziecięca fascynacja innymi sposobami rozumienia relacji człowieka z żywym światem. Z czasem fikcyjne wyobrażenia zaczęłam zastępować zainteresowaniem rzeczywistymi kulturami, historiami i współczesnym aktywizmem rdzennych społeczności.
Drugim ważnym nurtem stała się dla mnie ekologia. Szczególne znaczenie miały wydarzenia wokół Puszczy Białowieskiej w 2016 roku. Coraz mocniej interesowało mnie już nie tylko przebywanie w przyrodzie, ale również jej ochrona oraz pytanie o to, jaką rolę my, ludzie, możemy pełnić w ekosystemach, których jesteśmy częścią. Później trafiłam między innymi na Queer Nature oraz Wilderness Awareness School i Coyote’s Guide to Connecting with Nature. Zaczęłam praktykować Core Routines — proste praktyki oparte na zmysłach, ruchu, obserwacji i regularnym powracaniu do miejsca.
Te pozornie różne ścieżki zaczęły się ze sobą łączyć. Z tego połączenia powstała Dzika Strona Miasta.

DLACZEGO „DZIKA STRONA MIASTA”?

Od wielu lat mieszkam w mieście i coraz wyraźniej widzę, jak cenna jest jego spontaniczna przyroda — także ta, którą zwykle określamy niezbyt pochlebnym słowem „nieużytki”.
Zarośla, opuszczone tereny, brzegi rzek, niekoszone fragmenty zieleni i inne miejsca pojawiające się pomiędzy przestrzeniami zaplanowanymi przez człowieka bywają określane jako czwarta przyroda. Każdy taki skrawek może być miejscem życia wielu innych istot. Jest też potrzebny ludziom, nawet jeśli czasem nie zdajemy sobie sprawy z jego istnienia ani z tego, jak wiele nam daje. Dlatego nie chcę traktować miasta jako miejsca, z którego trzeba uciec, żeby odnaleźć „prawdziwą naturę”. Dziki świat jest również tutaj.
Chcę pomagać ludziom zauważać takie miejsca, poznawać ich mieszkańców, odkrywać zachodzące w nich relacje i z czasem również rozumieć, dlaczego warto się o nie troszczyć i je chronić.

QUEEROWOŚĆ I PRZYNALEŻNOŚĆ

Jestem osobą queerową i ogromną radość daje mi świadomość, że żywy świat sam w sobie jest niezwykle różnorodny. Zachowania seksualne między osobnikami tej samej płci obserwowano u bardzo wielu gatunków zwierząt, a sposoby rozmnażania, tworzenia więzi, życia w grupach czy określania płci biologicznej są w przyrodzie znacznie bardziej zróżnicowane, niż sugerują proste podziały.
Także w ludzkich kulturach od bardzo dawna istniały różnorodne sposoby przeżywania płci, seksualności i relacji, choć miały i mają własne nazwy, znaczenia i konteksty. Niektóre z tych tradycji przetrwały, inne były tłumione lub prześladowane, a część jest dziś odzyskiwana przez społeczności, do których należą. Daje mi to bardzo głębokie poczucie przynależności. Jako osoba queerowa jestem tak naturalnym elementem ekosystemu, jak tylko można nim być. Różnorodność nie oddziela mnie od żywego świata — przeciwnie, jest jedną z rzeczy, które mnie z nim łączą.
Kiedy spotykam tę różnorodność w innych ludziach i w innych gatunkach, przypomina mi ona, że nigdy nie jestem w tym doświadczeniu sama. Jestem częścią świata, w którym odmienność, zmienność i mnogość sposobów życia nie są wyjątkiem, lecz częścią życia.

AUTYZM, ZMYSŁY I ŻYWY ŚWIAT

Jestem również osobą w spektrum autyzmu. Wiąże się to między innymi z dużą wrażliwością sensoryczną, która w codziennym życiu potrafi być trudna, ale w kontakcie z przyrodą staje się także szczególnym sposobem poznawania świata. Łatwo zauważam drobne zmiany, odcienie, dźwięki i szczegóły, które inaczej mogłyby umknąć mojej uwadze.
Szczególnie wyraźnie czuję to podczas praktyk takich jak Lisi Chód (Fox Walk) czy Zwierzęce Zmysły (Animal Senses). Kiedy zwalniam, poruszam się uważniej i kieruję uwagę na to, co widzę, słyszę, czuję i wącham, moje zmysły szybko się wyostrzają. Jednocześnie pojawia się większy spokój i poczucie równowagi. W takich chwilach łatwiej wracam do poczucia, że nie stoję obok przyrody jako obserwatorka. Jestem jednym z elementów ekosystemu, częścią większej sieci życia. Mój sposób odczuwania świata może być nie tylko źródłem przeciążenia, ale również sposobem nawiązywania z nim relacji.
interesują mnie również hipotezy mówiące, że niektóre cechy kojarzone dziś z autyzmem lub ADHD mogły w przeszłości sprzyjać takim rolom jak tropienie, zbieractwo czy bardzo uważna obserwacja otoczenia. Nie są to ustalone fakty naukowe, lecz hipotezy, ale rezonują z moim własnym doświadczeniem tego, jak mój układ nerwowy reaguje na uważne poruszanie się i obserwowanie żywego świata.

CZEGO SIĘ UCZĘ I CZYM SIĘ DZIELĘ

Moją praktyczną drogę zaczęłam od Core Routines — prostych praktyk rozwijających uważność, zmysły, obserwację i relację z miejscem. Z czasem zaczęłam nie tylko stosować je sama, ale również próbować prowadzić oparte na nich spotkania dla znajomych osób ze środowiska aktywistycznego.
Równocześnie uczę się umiejętności terenowych i tego, co bywa nazywane ancestral skills — pracy z ogniem, wodą, roślinami, drewnem i innymi naturalnymi materiałami. W wielu z tych dziedzin nadal jestem początkująca i nie chcę udawać ekspertki. Dzika Strona Miasta ma być również przestrzenią, w której sama mogę się dalej uczyć. Nie widzę swojej roli jako osoby, która zna wszystkie odpowiedzi i przekazuje je innym. Bardziej zależy mi na tworzeniu warunków, w których możemy wspólnie uczyć się czytać miejsce — obserwować, zadawać pytania, sprawdzać swoje przypuszczenia i coraz lepiej zauważać to, co dzieje się wokół nas.

SWOBODNIE I UWAŻNIE

Chcę, żeby podczas spotkań można było czuć się swobodnie i jednocześnie uważnie. Nie zależy mi na sztywnej atmosferze ani na tym, żeby wszystko robić „poprawnie”. Jest miejsce na pytania, pomyłki, ciekawość, śmiech, ciszę i własne tempo.
Ta swoboda nie oznacza jednak braku odpowiedzialności wobec miejsca i jego mieszkańców. Uczymy się zauważać ich granice, obserwować reakcje na naszą obecność i ograniczać własne Pole Wpływu. Uważność jest dla mnie formą szacunku.

LUDZKIE I INNE-NIŻ-LUDZKIE OSOBY-NAUCZYCIELE

Dzika Strona Miasta nie powstała w próżni. Jest wynikiem spotkań z ludźmi, miejscami i innymi istotami, od których się uczyłam i nadal się uczę. Pierwszym z moich nauczycieli był mój ojciec, który zabierał mnie w góry i nauczył mnie je kochać.

Ważnymi osobami-nauczycielami są dla mnie również Pınar i So Sinopoulos-Lloyd z Queer Nature. Ich praca pokazała mi szeroki, queerowy i inkluzywny sposób myślenia o relacji z miejscem — oparty na uważnym słuchaniu, praktycznych umiejętnościach, relacyjności i poczuciu przynależności do żywego świata.
Bardzo ważnym źródłem inspiracji są dla mnie również Jon Young, Ellen Haas i Evan McGown, autorzy Coyote’s Guide to Connecting with Nature. Opisane przez nich praktyki i sposób uczenia poprzez ciekawość, pytania, zmysły i bezpośrednie doświadczenie stały się jednym z fundamentów tego, co robię w Dzikiej Stronie Miasta.
Ważnym punktem odniesienia jest dla mnie także Wilderness Awareness School, rozwijana przez Ingwe (Normana Powella), Jona Younga i kolejne osoby tworzące tę szkołę. Szczególnie bliskie jest mi podejście, w którym przyroda sama staje się nauczycielką, a uczenie zaczyna się od ciekawości, pytań, zmysłów i bezpośredniego doświadczenia.
Szczególne miejsce mają tu również znajome osoby ze Śląskiego Kwitnącego. To z nimi mogłam po raz pierwszy próbować prowadzić zajęcia oparte na Core Routines, sprawdzać swoje pomysły w praktyce, rozmawiać o nich i uczyć się dzięki ich uwagom, obecności i pomocy.

Ale nie wszystkie osoby-nauczyciele są ludźmi. Bardzo wiele zawdzięczam Beskidowi Śląskiemu i Żywieckiemu, a szczególnie Barutce — górze mojego dzieciństwa. To góry jako pierwsze uczyły mnie szacunku do miejsc większych ode mnie, ich rytmu, zmienności i tego, że nie wszystko musi być podporządkowane człowiekowi.
Uczyły mnie również rzeki, potoki, lasy i łąki — troski, uważności i tego, że obfitość może przyjmować bardzo różne formy. Że miejsce może dawać schronienie, wodę, pokarm, chłód, ciszę albo po prostu przestrzeń do życia wielu istotom jednocześnie.
Uczy mnie także przyroda miejsc, w których przyszło mi później żyć — szczególnie Śląska. Przypomina mi, że relację możemy budować nie tylko z miejscem, z którego pochodzimy. Możemy uczyć się poznawać, szanować i odwzajemniać troskę również miejscom, które goszczą nas teraz.

PO CO TO ROBIĘ?

Chcę dawać ludziom narzędzia, które pomagają odbudowywać relację z żywym światem, i tworzyć przestrzeń, w której możemy wspólnie ćwiczyć ich używanie. Wiele osób żyjących współcześnie zostało od tej relacji w dużej mierze odłączonych — od rytmów miejsc, innych gatunków, a czasem także od świadomości, że sami jesteśmy częścią ekosystemu.
Chciałabym odzyskiwać sposób myślenia, w którym człowiek nie stoi ponad przyrodą ani poza nią, lecz jest jednym z uczestników żywego systemu relacji. Skoro potrafimy wywierać na miejsca ogromny wpływ, możemy również uczyć się świadomie pełnić wobec nich rolę opiekunów — obserwować, czego potrzebują, ograniczać szkody i tam, gdzie możemy, wspierać życie.
Dla mnie poczucie przynależności do miejsca nie oznacza jego posiadania. Przeciwnie — przynależność oznacza odpowiedzialność. Im lepiej poznajemy miejsce i jego mieszkańców, tym lepiej możemy zauważać ich potrzeby, granice i własny wpływ na ich życie.

CORAZ DALEJ — I CORAZ BLIŻEJ

Kiedy byłam dzieckiem, podczas samotnych wędrówek po Beskidach chciałam zapuszczać się coraz dalej. Każda kolejna góra i ścieżka prowadziły do następnego miejsca, które chciałam poznać.
Dzisiaj nadal kocham góry i dzikie miejsca, ale coraz bardziej uczę się również patrzeć blisko. Zauważać życie na miejskim nieużytku, nad rzeką, w zaroślach, na skraju osiedla czy w miejscu, obok którego wcześniej przeszłabym bez zatrzymania.
Być może właśnie tego nauczyły mnie wszystkie te wędrówki: relacja z żywym światem nie musi zaczynać się daleko od domu. Zaczyna się od zatrzymania, zauważenia miejsca, w którym jesteśmy, i próby poznania istot, z którymi je dzielimy. Czasem Dzika Strona zaczyna się kilka ulic od domu.